niedziela, 31 sierpnia 2014

12.

Michael

 Przyglądałem się uważnie Ivy, gdy ona rozglądała się po moim pokoju. Stwierdziłem wczoraj, że powinienem jej trochę odpuścić, ale nie przypuszczałem, że będzie się to równało z zaproszeniem jej do mojego domu, obściskiwanie się z nią w przedpokoju, a teraz pokazywaniu jej mojego pokoju. To wszystko działo się za szybko, a ja przecież dalej jej nie ufałem.
 Jednak od moich myśli rozpraszał mnie sposób, w jaki właśnie pochyliła się nad moim biurkiem i chyba nawet nie zdając sobie z tego sprawy, wypięła się w moją stronę. Cholerna Ivy Foster.
 - Urocze - powiedziała nagle.
 Z wielkim trudem oderwałem wzrok od jej dżinsów i zmarszczyłem brwi, nie mając pojęcia, o czym ona znowu mówi.
 - Co?
 Ivy odwróciła się w moją stronę z wielkim uśmiechem na twarzy i pomachała w moją stronę zdjęciem. Dalej nie mogłem zobaczyć, co dokładnie na nim było, ale sam zdążyłem się już domyślić. Podszedłem do niej szybko i wyrwałem zdjęcie z jej ręki, krzywiąc się z niezadowolenia.
 - To Twoi rodzice? - spytała, żeby się upewnić.
 Zgiąłem zdjęcie i schowałem do kieszeni, po czym wolno pokiwałem głową. Nie chciałem rozmawiać na ten temat.
 - Ile miałeś wtedy lat?
 Westchnąłem głośno, dając jej do zrozumienia, że męczą mnie jej pytania. Zdjęcie było zrobione, gdy miałem 6 lat i wyszliśmy na rodzinny spacer do parku. Rodzice mieli szerokie uśmiechy na twarzach i trzymali moje dłonie, podczas gdy ja wystawiłem język w stronę aparatu, który trzymała moja ciocia.
 - 6 - odpowiedziałem w końcu.
 Nachyliłem się, tak że nasze twarze znalazły się dość blisko i widziałem, jak Ivy wstrzymała oddech, patrząc na moje usta. Włączyłem komputer i wyprostowałem się z powrotem, na co ona zaśmiała się pod nosem.
 - Podoba mi się to zdjęcie - powiedziała, uśmiechając się do mnie. - Wyglądałeś naprawdę słodko.
 Skrzywiłem się i spojrzałem w stronę ekranu monitora, unikając jej spojrzenia. Czy naprawdę nie mogła zauważyć, że nie podobał mi się temat tej rozmowy? Zresztą Ivy prawdopodobnie była już przyzwyczajona do tego, że zawsze byłem niezadowolony w jej towarzystwie, dlatego teraz nic sobie z tego nie robiła.
 - Czemu miałeś je tutaj?
 Pokazała na biurko, a ja w pierwszej chwili chciałem odpowiedzieć jej coś niemiłego. Krzyknąć na nią, że to nie jej sprawa, ale później przypomniałem sobie, że sam ją tutaj zaprosiłem. Zaczynałem tego żałować.
 - Projekt z angielskiego - skłamałem.
 Spojrzałem w jej stronę, a Ivy uniosła pytająco brwi, patrząc do góry, by móc przyglądać się moim reakcjom. Po chwili pokiwała głową i byłem pewien, że zdawała sobie sprawę z mojego kłamstwa, ale postanowiła to przemilczeć.
 Odwróciła głowę w stronę monitora, tak że jej włosy prawie uderzyły mnie w twarz, na co przewróciłem oczami.
 - Masz simsy! - zawołała nagle.
 Popatrzyła na mnie z rozbawieniem w oczach i dźgnęła mnie palcem w pierś.
 - Panie ta-gra-jest-dla-mnie-zbyt-babska.
 - Jak mówiłem, grałem w nie raz czy dwa, po prostu jeszcze ich nie usunąłem - odpowiedziałem i wzruszyłem ramionami. - Ale zaraz to zrobię.
 Sięgnąłem w stronę myszki od komputera, ale Ivy złapała mnie za dłoń i odciągnęła ją.
 - Mikey, nie! - zawołała, robiąc wielkie oczy.
 Spojrzałem na nasze połączone dłonie i zakląłem w myślach, wiedząc, że za bardzo już zagłębiłem się w to wszystko, żeby móc się jej pozbyć z mojego życia. Wyrwałem jej jednak rękę, na co Ivy nie zareagowała w żaden sposób, na pewno właśnie takiej reakcji ode mnie oczekiwała.
 - Chcę w nie zagrać - powiedziała i uśmiechnęła się do mnie szeroko. - Musiałam odinstalować je z laptopa, bo za bardzo mi się wszystko zawieszało.
 - Jak chcesz - burknąłem i odszedłem w stronę łóżka.
 Położyłem się na materacu, a Ivy usiadła na krześle i włączyła grę, wyglądając na naprawdę podekscytowaną. Uśmiech nie schodził z jej twarzy, gdy wpatrywała się w ekran, czekając aż wszystko się załaduje i stukała delikatnie palcami o blat. Trudno mi było odwrócić od niej wzrok. Pamiętałem, jak Calum przyszedł na stołówkę ponad tydzień temu i zachwycał się nią, a ja myślałem, że wcale nie jest nikim szczególnym. I choć starałem się przed tym wcześniej uchronić, teraz musiałem się z nim zgodzić, była cholernie ładna.
 - Mikeyyyy!
 Zamrugałem kilka razy i dopiero wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że od kilku minut wpatrywałem się w nią, nie zwracając uwagi na nic innego. Ivy spoglądała na mnie z rozbawieniem i zagryzła wargę, na pewno zauważyła, jak długo na nią patrzyłem. Odchrząknąłem i wróciłem do mojej niezadowolonej miny, którą zawsze miałem w jej towarzystwie.
 - Co?
 - Jak nazwać mojego sima? - spytała poważnie.
 Uniosłem brwi, patrząc na nią z niedowierzaniem.
 - Nie wiem, nie obchodzi mnie to - warknąłem.
 Wyciągnąłem telefon z kieszeni spodni i zobaczyłem wiadomość od mamy, na którą od razu zacząłem odpisywać.
 - Ok. M-i-c-h-a-e-l.
 Uniosłem wzrok z komórki i spojrzałem w stronę Ivy.
 - Serio? Nazwałaś go Michael?
 Ivy pokiwała głową, nawet nie patrząc w moją stronę. Przez dłuższą chwilę w pokoju panowała cisza, jedynym dźwiękiem była ta głupia muzyka z gry, gdy Ivy robiła sima. Wyglądała na całkowicie skupioną i każdemu detalowi poświęcała swoją maksymalną uwagę.
 - Ashton był dzisiaj w sklepie - powiedziałem.
 Kurwa, po jaką cholerę to zrobiłem? Zamrugałem kilka razy, a Ivy spojrzała na mnie przez ramię.
 - Kiedy?
 - Rano, wracał do domu - odpowiedziałem.
 Ivy zmarszczyła brwi i wyglądała, jakby się nad czym zastanawiała.
 - Wracał do domu? Jesteś pewien?
 - Tak, jestem pewien.
 Przewróciłem oczami, bo co niby było w tym takiego dziwnego? Ashton przespał się z jakąś laską i został na noc, tyle.
 - Dziwne - mruknęła. - Pisał do mnie wczoraj, że odprowadził dziewczynę, z którą był na randce do domu o 22 i wraca do siebie.
 Uniosłem brwi, patrząc na nią z kpiną. Czyżby Ashton kłamał swojej małej przyjaciółeczce?
 - Chyba jednak wszedł do środka jej domu - dodałem.
 Ivy wzruszyła ramionami, dalej wyglądając na rozkojarzoną tą wiadomością. 
 - Luke poszedł dzisiaj do niego na randkę - rzuciłem jak gdyby nigdy nic.
 - Wow - mruknęła Ivy z szerokim uśmiechem. - Shippuję ich.
 Spojrzałem na nią ze zdziwieniem, bo właśnie to samo powiedziałem wcześniej do Caluma. W końcu Ivy wróciła do gry, gdzie dalej nie skończyła tego jednego sima. Michaela. Przyglądałem się jej przez kilka minut, po czym odchrząknąłem, zwracając na siebie jej uwagę.
 - Ten sim to ja? - spytałem.
 Ivy zaśmiała się lekko i pokręciła głową, wyglądając na strasznie rozbawioną moim pytaniem.
 - On jest umięśniony - odpowiedziała.
 Zacisnąłem usta w linię, nie będąc pewnym, czy powinienem się śmiać czy poczuć się obrażonym jej odpowiedzią i tym, jak bardzo ją to rozbawiło. 
 - Ugh, pieprz się - mruknąłem, wracając do mojego telefonu.
 - Więc znowu rozważamy ten gorący seks na Twoim łóżku?
 Posłałem jej groźne spojrzenie, a moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach, przedstawiając mi różne scenariusze tego, jakby to wyglądało. Szybko Michael, pomyśl o czymś całkowicie nieseksualnym.
 Spoceni ludzie w autobusach. Luke. Moja nauczycielka z matematyki. Calum.
 Odetchnąłem głęboko, a Ivy spoglądała na mnie z rozbawieniem, jak gdyby doskonale zdawała sobie sprawę z tego, o czym myślałem.
 - Nie, wróć do swojej gry albo ją wyłączę - warknąłem.
 Ivy szybko odwróciła się z powrotem w stronę ekranu, a ja odetchnąłem głęboko. W co ja się do cholery wpakowałem? Jeszcze kilka dni temu nigdy nie pomyślałbym, o tym, że Ivy Foster może siedzieć w moim pokoju, a teraz proszę. Prawdopodobnie była to zła decyzja, prawdopodobnie będę tego żałować, a to wszystko było tylko chorą grą z jej strony. 
 Nie chciałem jednak o tym myśleć w tej chwili, byłem zbyt zmęczony tym dniem i jedyne na co miałem ochotę to pójść spać. Powstrzymywałem się przed tym z powodu Ivy, ale w końcu moje powieki opadły, nieważne jak bardzo z tym walczyłem.

*

Ivy

 Gdy skończyłam robić moją rodzinkę, zauważyłam, że Michael zasnął. Uśmiechnęłam się pod nosem i wyłączyłam grę, czując, że to mój znak, żebym wracała do domu. Wstałam z krzesła, podchodząc bliżej łóżka, by móc mu się lepiej przyjrzeć.
 Zniknął jego wiecznie niezadowolony wyraz twarzy i tym razem jego usta były lekko otwarte. Skulił się na boku, a rękawy swetra naciągnął na dłonie i przysunął je do swojej piersi. Wyglądał tak słodko, że miałam ochotę mu zrobić zdjęcie, ale zdawałam sobie sprawę z tego, że było za wcześnie w naszej relacji na takie rzeczy. Wiedziałam jednak, że Michael, mimo iż ciągle temu zaprzeczał, lubił mnie w jakiś sposób. Na pewno jednak nie w takim stopniu, jak ja lubiłam jego.
 Nie chcąc, by Michael obudził się i znalazł mnie nad jego łóżkiem, oglądając go jak prześladowca, przykryłam go kocem i przeszłam do przedpokoju.
 Wyszłam z mieszkania, szybko zeszłam po schodach i zapięłam się pod samą szyję, zanim znalazłam się na zewnątrz. Mimo tego, że była dopiero 17, było już całkowicie ciemno na dworze, co było normalne w grudniu. Zaczęłam iść w stronę mojego domu, ciągle uśmiechając się pod nosem, gdy myślałam o Michaelu. Wstając rano, nie pomyślałabym, że ten dzień będzie, aż tak udany.
 Wyciągnęłam telefon z kieszeni, słysząc mój dzwonek i westchnęłam cicho, widząc imię Katie na ekranie.
 - Hej - powiedziałam, gdy odebrałam połączenie.
 - Co robisz? - spytała od razu, nie witając się ze mną w żaden sposób.
 - Um, nic takiego - odpowiedziałam.
 Nie mogłam jej powiedzieć, że wracałam właśnie z domu Michaela Clifforda, prawda?
 - Ok? Przyjdź do mnie.
 Szczerze miałam ochotę wrócić do domu i oglądać telewizję do późnej godziny. Może napisać SMSa do Michaela za parę godzin, mając nadzieję, że już się obudził. Nie miałam jednak ochoty iść do Katie, żeby słuchać, jak rozmawia o chłopakach albo narzeka na Matta.
 - Um, no nie wiem...
 - Ivy, wczoraj też nie chciałaś wyjść! Co z Tobą?
 - Nie czuję się zbyt dobrze - skłamałam.
 Przez chwilę słyszałam po drugiej stronie jakiś szum i gdy przeszłam przez ulicę, odezwał się całkiem inny głos.
 - Przyprowadź tu swój tyłek! Teraz!
 Odsunęłam telefon od twarzy, krzywiąc się, gdy Deb krzyknęła.
 - Wow, ok, ok... Zaraz tam będę - powiedziałam z niechęcią.
 Zamiast pójść prosto w stronę mojego domu, zmieniłam kierunek i skręciłam w lewo.
 - Właściwie słychać, jakbyś właśnie szła.
 Zaklęłam w myślach, zastanawiając się, co mogę na to odpowiedzieć. To jak długo zajmowała mi odpowiedź na to pytanie było już wystarczająco podejrzane.
 - Byłam u Ashtona i właśnie szłam do domu.
 - Och... Um, może Ashton też chce przyjść?
 Że też nie pomyślałam wcześniej, że może mnie o to spytać. Biorąc pod uwagę to, że nie byłam teraz nawet blisko Ashtona i że prawdopodobnie Luke wciąż był u niego, musiałam znowu coś wymyślić.
 - Mówił, że ma coś do zrobienia.
 Wyobraziłam sobie, jak w tym momencie Michael odpowiedziałby na to: "chyba kogoś" i zaśmiałam się pod nosem na samą myśl.
 - Dlaczego się śmiejesz?
 - Przypomniałam sobie coś.
 Dopiero teraz zauważyłam, że wokół mnie nie widać nikogo, oprócz jednej osoby i spojrzałam przez ramię, próbując zobaczyć, czy to ktoś kogo znam. Może ktoś inny z naszej paczki też właśnie szedł do Katie?
 - Nieważne - odpowiedziała Deb. - Czekamy na Ciebie. Cześć.
 - Pa - mruknęłam i rozłączyłam się.
 Chłopak, który szedł za mną, teraz znalazł się o wiele bliżej i mogłam usłyszeć jak jego buty uderzały o chodnik.
 - Ivy!
 Zatrzymałam się, patrząc znowu w jego stronę i gdy podszedł naprawdę blisko mnie, od razu go rozpoznałam. To był ten dziwny koleś, Wade, którego spotkałam na imprezie Ashtona i który raz szedł za mną, gdy zapłakana wracałam do domu.
 Nie odpowiedziałam nic i ruszyłam znowu, czując jak zaczynam się denerwować tym, że idzie obok mnie. Co było z nim do cholery nie tak? Myślałam, że dałam mu do zrozumienia, że nie jestem zainteresowana.
 - Gdzie idziesz, Ivy?
 - Do mojego chłopaka - skłamałam.
 Miałam nadzieję, że to sprawi, że sobie pójdzie, ale wcale tak nie było.
 - Długo ze sobą jesteście?
 - Tak, 3 lata.
 Spojrzałam na niego kątem oka i wyglądał, jakby zabolały go te słowa.
 - Kochasz go?
 Szłam coraz szybciej, ale Wade tylko przyśpieszał tempa razem ze mną. W tym momencie rozważałam już, czy nie zacząć biec. Nie miałam pojęcia, do czego jest zdolny i czego ode mnie chce. Teraz gdy było ciemno i nikogo nie było wokół, naprawdę się bałam.
 - Bardzo.
 - Na pewno nie - odpowiedział ze złością.
 Popatrzyłam na niego ze zdziwieniem i szybko odwróciłam wzrok, widząc jego intensywne spojrzenie. Nagle złapał mnie mocno za nadgarstek w taki sposób, że musiałam się zatrzymać. Chciałam wyrwać mu rękę, ale jego palce za bardzo były na niej zaciśnięte i nie mogłam tego zrobić.
 - Puść mnie - syknęłam.
 Wade spojrzał w dół na moją rękę, po czym zabrał swoje palce.
 - Och, przepraszam - powiedział, ale wcale nie wyglądał, jakby było mu przykro. - Chciałem tylko, żebyś się na chwilę zatrzymała.
 Zaczęłam iść z powrotem i wyciągnęłam telefon z kieszeni, po czym wpisałam numer policji, żebym w razie czego mogła szybko zadzwonić.
 - Bo ja Cię kocham, Ivy! Twój chłopak na pewno nie kocha Cię tak bardzo jak ja! - krzyknął nagle Wade.
 Kurwa mać. Teraz naprawdę żałowałam, że po prostu nie poszłam do domu, bo wtedy nie spotkałabym go i siedziałabym już na kanapie w moim salonie, oglądając jakiś głupi program. Niestety rzeczywistość wyglądała całkowicie inaczej i szłam właśnie ciemną uliczką, a jakiś niezrównoważony psychicznie koleś wyznawał mi miłość.
 - Spotkałeś mnie dopiero 3 raz - powiedziałam drżącym głosem.
 Teraz praktycznie już truchtałam, ale on nie dawał za wygraną i dalej nie chciał mi dać spokoju.
 - Widziałem Cię wcześniej. Widziałem, jak Ashton odbierał Cię ze szkoły. Widziałem, jak poprawiałaś pasek Twojego czarnego plecaka. Widziałem, jak idziesz ze swoimi koleżankami.
 Teraz byłam już naprawdę przerażona i z jakiegoś powodu stanęłam w miejscu, patrząc na niego.
 - Zostaw mnie w spokoju.
 - To Ashton jest Twoim chłopakiem? - spytał, nie zwracając uwagi na to, co powiedziałam.
 Przez chwilę miałam ochotę odpowiedzieć, że tak, to właśnie on, ale szybko zrezygnowałam, nie chcąc, by jeszcze coś mu zrobił.
 - Nie, to nie on. A teraz się ode mnie odczep!
 - Ivy, nie rób tego.
 Zaczęłam biec tak szybko, jak pozwalały mi na to moje nogi i bałam się odwrócić do tyłu, żeby sprawdzić, czy Wade ruszył za mną. Biegłam przez kilka minut, oddychając głośno przez usta i czułam, że nie mam już siły. Wreszcie zobaczyłam dom Katie, dlatego zmusiłam się, żeby przebiec jeszcze ten kawałek. Szybko otworzyłam drzwi bramy, zamknęłam je za sobą i dopiero wtedy mogłam rozejrzeć się dookoła. Wade'a nigdzie nie było widać. Musiał zostać w tym samym miejscu, decydując się, że nie warto było mnie gonić.
 Odetchnęłam z ulgą i przeszłam przez jej podwórko, po czym zadzwoniłam do drzwi. Czekałam niecierpliwie, aż Katie otworzy drzwi, chcąc jak najszybciej znaleźć się w środku. Gdy w końcu zobaczyłam ją przed sobą, weszłam do środka i od razu przekręciłam kluczyk w drzwiach, zamykając je.
 - Co robisz? - spytała ze zdziwieniem.
 Popatrzyłam w jej stronę, a ona uniosła brwi, przyglądając się mi dokładnie. Prawdopodobnie widać było po mnie, że właśnie biegłam, więc rozumiałam jej zdziwienie. Do tego jeszcze fakt, że zamknęłam jej drzwi na klucz, co też było dziwne z mojej strony.
 I mimo, że wcześniej nie chciałam tutaj przychodzić, to naprawdę cieszyłam się, że ją widziałam. Nie mogłabym zostać teraz sama. Nieważne jak bardzo denerwujące potrafiły być moje koleżanki, w tym momencie byłam wdzięczna za to, że miałam jakieś towarzystwo.
 - Nie uwierzysz, co właśnie mi się przydarzyło...

*

ok, ważne pytanie: chciałybyście, żeby Luke i Ashton naprawdę umawiali się w tym opowiadaniu czy żeby te żarty wszystkich były tylko żartami? ;)

dzięki za wszystkie komentarze <3

32 komentarze:

  1. O matko to by bylo boskie jakby sie spotykali jajjcjdjdjdjdndnjc i znowu euforia jajdjx o matko wgl mam nadziehe ze Mike w miarę szybko się do niej przekona a te teksty z gorącym sexem hahahah boże kocham cie człowieku ♡♡♡ buziaki i hugsy słoneczko

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham ten rozdział. :D Jest świetny. :)
    Nie wiem czy chciałabym, żeby Ashton był z Luckiem. Chyba jednak wolę żarty. :P Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  3. ZABÓJCZY ROZDZIAŁ. KOCHAM TEGO BLOGA. MYŚLĘ ŻE LEPSZE BĘDĄ TYLKO ŻARTY O LUKU I ASHTONIE. CZEKAM. SZYBKO NA NN:-P

    OdpowiedzUsuń
  4. Super rozdział *.* i chyba wolałabym tylko żarty ;P
    Czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Super rozdzial, jak kazy inny ;) ja wole zeby to byly tylko zarty, ale to juz ty decydujesz :) czekamy na nastepny i oby byl jak najszybciej

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdzial. Wolałabym żeby byli razem. Czekam na następny. xx

    OdpowiedzUsuń
  7. Super rozdział i lepiej żeby Luke i Ash się nie spotykali. Ale gdyby tak było to nie miałabym nic przeciwko.

    OdpowiedzUsuń
  8. boski *o*
    chciałabym aby Ash i Luke byli razem. Byłoby uroczo *____*

    OdpowiedzUsuń
  9. Lashton >>>>>>>>>>>.
    Ogólnie genialny.
    Nie mogę się doczekać następnego.
    @megatightening

    OdpowiedzUsuń
  10. Oni M U S Z Ą się umawaić, taak <3
    A rozdział kocham >>>>>>>

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeju tak niech będą razem to będzie cudowne!!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. Boże cudowny rozdział<3<3<3<3<3
    Ash i Luke muszą być razem. <3<3<3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  13. Ash i Luke razem <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Kocham to ff!!! Ashton i Luke razem to by było po prostu bosko<3

    OdpowiedzUsuń
  15. Wolę,żeby nie byli razem, ale to Ty jesteś autorką ;)
    Zapraszzam do siebie na opowiadanie o Luku
    http://lovethatwouldneverexist.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Wiem po prostu wiem że Michael w głębi duszy kocha Ivy chociaż nie chce się do tego przyznać.:-)<3
    Lashton<3

    OdpowiedzUsuń
  17. agsjjsjsjsjsj omg nawet nie wiesz jak bardzo kocham twoje opowiadanie.
    i team lashton, więc niech się umawiają naprawdę, proszę proszę proszę! ! *robi minę słodkiego proszącego o jedzenie pieska*

    OdpowiedzUsuń
  18. Cudny, cudny, cudny <3 I jestem za tym, żeby chłopcy się umawiali ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie wiem czemu, ale nie chcę, aby Ash i Luke byli parą. Może kiedyś, jak relacje między nimi będą wyraźniejsze, lepsze, ale nie teraz. Jednak to Ty jesteś autorką tego opowiadania i wolałabym, abyś postąpiła wedle swojego uznania. ;)
    Tak poza tym, to opowiadanie wypada naprawdę dobrze. Owszem, głównym tematem jest relacja między dwoma nastolatkami, zwana także miłością, bądź zauroczeniem, ale mam słabość do tych postaci.
    Kocham w Twoim Michaelu to, że mimo tych spotkań z Ivy, nadal pozostaje humorzastym fanem gier komputerowych. Serio, gdyby się tak nagle zmienił, chyba bym się nieźle wkurzyła, bo jednak wolę wolną, ale pełną akcję. Lepsza jest właśnie takowa od szybkiej z lukami w fabule.
    Ivy została z kolei przedstawiona w dosyć specyficzny sposób. Popularna, lecz samotna. Lubiana, ale zwraca uwagę na jednego wielkiego dziwaka (przynajmniej w mniemaniu pozostałych bohaterów). W sumie sama nie wiem, co ta dziewczyna chce sobie udowodnić. Lubi Michaela, bo jest inny. Co poza tym?
    Ostatecznie lubię wątek Wade'a. Cholera, ten facet mnie przeraża! Jest jednak szansa, że jego charakter zburzy postać stereotypowej ckliwej powiastki o miłości nastolatków. Niech się jeszcze pokręci przy Ivy, bo w jakiś sposób urzeka mnie ta postać.
    Co ja mam tu jeszcze napisać? Ach, no tak, Calum! Uwielbiam tego chłopaka! Taki wiecznie uśmiechnięty facet, który widzi same pozytywy. Pragnie być lubiany, ale mimo wszystko jakoś niespecjalnie udaje mu się wspiąć na wyższe szczeble popularności w szkole. Jego obawa względem innych jest po prostu rozbrajająca. Mam nadzieję, że w końcu uczyni jakiś "większy krok ku sławie".
    Ostatecznie jestem czytelniczką tego bloga, co oznacza, iż mogę mieć jakieś... wymagania względem Ciebie, autorki. Proszę tylko o to, abyś zastanowiła się nad tym (o ile jeszcze tego nie zrobiłaś!), w jakiej rozterce może stanąć Ivy. Z jednej strony Michael i grupka przezabawnych chłopaków, a z drugiej elita szkoły, do której uczęszcza. Prawdę mówiąc, najlepsze opowiadania to te, w których się coś dzieje; taka moja skromna opinia.
    Kończę mój nudny i nic niewnoszący wywód.
    Życzę dużo weny i ogromu czasu na pisanie,
    @vollatrix.

    PS. Mogłabyś mnie informować o nowych rozdziałach na Twitterze? Byłabym Ci wdzięczna!

    OdpowiedzUsuń
  20. Mogą się potajemnie spotykać, ale nie jako randka, tylko niech się okaże że znali się wcześniej! Np. Że są braćmi!!!!! Błagam xd

    OdpowiedzUsuń
  21. Rozdział cudowny i, Boże chce Ashton´a i Luke´a razem prosze prosze prosze! Shippuje ich jak cholera ;D

    OdpowiedzUsuń
  22. Rozdział po prostu genialny *o*
    Ashton i Luke razem. Czekam na next ;3

    OdpowiedzUsuń
  23. Jestem na "nie" jeśli chodzi o Luke'a i Ashtona, ale to twoje opowiadanie...

    OdpowiedzUsuń
  24. Wolałabym żeby Luke i Ashton byli raczej na żarty <3

    OdpowiedzUsuń
  25. MEGA!! :* pisz dluzsze bo wiesz jak sie wciagnie to sie nie da przestac czytac a jest to bardzo ciekawe iii niech oni nie bd razemm ;) :* pzdr

    OdpowiedzUsuń
  26. Super <3
    Luke & Ash jak chcesz mi się tam podoba :D
    życzę weny i Czekam na nexta <3 :*

    OdpowiedzUsuń
  27. rozdział jest genialny! już nie mogę doczekać się następnego! fajnie jeśli Luke i Ash będą razem na serio :) xx @renee_rey

    OdpowiedzUsuń
  28. Świetny rozdział! Z niecierpliwością czekam na next'a! :3
    ***
    Zapraszam do wpisania swojego bloga na http://spis-fanfiction-x.blogspot.de/p/zgoszenia.html <3

    OdpowiedzUsuń
  29. ps, ten Wade jest jakiś ... odrażajacy

    OdpowiedzUsuń