środa, 13 maja 2015

50.

Michael

 Moja mama uparła się, że wyjątkowo przyjedzie po mnie do szkoły, skoro był to ostatni dzień. Wiedziałem, że tak naprawdę chodziło jej o to, że nie mogła wytrzymać czekania w domu i jak najszybciej chciała zobaczyć moje wyniki z egzaminów. Chyba bała się, że je zawaliłem.
 Gdy skończyła się ostatnia lekcja, szybko je odebrałem i wyszedłem na zewnątrz, cudem unikając kolejki, która już zaczęła się tworzyć. Nawet nie zdziwiło mnie zbytnio, gdy zauważyłem Ashtona i Alex, oczywiście, że oni też musieli tutaj przyjechać. Westchnąłem głośno i niechętnie do nich podszedłem, bo i tak musiałem poczekać na Ivy. A pewnie trochę jej zajmie, zanim stamtąd wyjdzie, biorąc pod uwagę ile osób, kończyło szkołę.
 - Jak ci poszło? - spytała od razu Alex, gdy tylko się przy nich zatrzymałem.
 - Zdałem - odpowiedziałem, wzruszając ramionami.
 Ashton spojrzał na mnie z uniesionymi brwiami i zaśmiał się krótko.
 - Pewnie ledwo co.
 Pokazałem mu środkowy palec, a wtedy ze szkoły wyszedł Calum, drąc się głośno i gdy tylko nas zauważył, podbiegł w naszą stronę. Podniósł Alex nad ziemię, która zaśmiała się na to wesoło, a on zaczął kręcić się z nią dookoła i tym sposobem prawie wyjebali się na ziemię. Co za idiota.
 - Skończyłem szkołę, wyobrażacie to sobie?! - zawołał z podekscytowaniem. - Chcesz zobaczyć moje wyniki? Nie jest źle, co?
 Przewróciłem oczami, widząc jak bardzo się cieszył i podepchnął Alex kartkę pod nos, a ona zaczęła się jej przyglądać i chwalić swojego głupiego chłopaka. Calum wyrwał mi papier z ręki i zmarszczył brwi z niezadowoleniem.
 - Ok, tobie poszło lepiej, co do cholery...
 Zaśmiałem się cicho i schowałem ręce do kieszeni, rozglądając się dookoła. Mojej mamy chyba jeszcze tutaj nie było. Calum, Alex i Ashton zaczęli rozmawiać między sobą, ale ledwo zwracałem na nich uwagę.
 Cholernie cieszyłem się, że nie będę już musiał nigdy tutaj wrócić i po tym dniu nie będę musiał już więcej widzieć tych wszystkich ludzi. Nie byłem jeszcze pewien, co chciałem teraz robić, ale miałem sporo możliwości. Mogłem pójść na studia albo to sobie odpuścić i znaleźć na miejscu jakąś lepszą pracę. Albo mogłem wyjechać daleko stąd, jeśli tylko miałbym na to ochotę i wydawało mi się to najlepszą opcją. Wyjechać z tego toksycznego miasta pełnego fałszywych ludzi.
 Wcześniej byłem pewien, że jeśli miałbym to zrobić, to bez nikogo innego, w końcu Luke i Calum od zawsze mówili, że chcieli studiować blisko domu. Dlatego nawet nie liczyłem na to, że moglibyśmy gdzieś pojechać w trójkę, oni zostaliby tutaj, ja jechałbym sam. I właściwie wcale mi to nie przeszkadzało.
  Ale teraz wiedziałem, że to nie wchodziło już w grę. Ivy raczej planowała pójść na studia (naprawdę niezbyt jej na tym zależało) i składała papiery do kilku miejsc, a większość z nich była przynajmniej 2 godziny stąd. Mówiła, że sam mogę wybrać miasto, w którym chciałbym zamieszkać, a ona pojedzie ze mną wszędzie. Na nic się jeszcze nie zdecydowałem, ale wiedziałem, że chciałaby być jak najdalej stąd.
 Otrząsnąłem się z moich myśli, gdy podszedł do nas Luke z zadowolonym uśmiechem, a Ashton objął go ramieniem i zajrzał na kartkę, którą trzymał.
 - Cholera, jesteś dość mądry - powiedział i pocałował go w policzek. - Gratulacje.
 Calum i ja od razu rzuciliśmy się w ich stronę, żeby sprawdzić jego wyniki. Jebany, oczywiście, że były o wiele lepsze od moich. Calum wysunął do przodu dolną wargę i założył ręce na pierś, bo poszło mu najgorzej z naszej trójki. Alex zapewniała go, że też poszło mu świetnie, a ja w tym czasie kręciłem przecząco głową, co skończyło się tym, że dostałem od Caluma w ramię. Syknąłem z niezadowoleniem i odsunąłem od niego, odwracając głowę w stronę wejścia do szkoły.
 Wyszło stamtąd jeszcze kilkanaście osób, a wtedy wreszcie zauważyłem Ivy. Rozejrzała się dookoła ze zmarszczonymi nieznacznie brwiami, ale gdy tylko nas zauważyła, na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Szybkim krokiem zaczęła iść w naszą stronę, skupiając swój wzrok na mnie i widząc jak bardzo jest zadowolona, przypuszczałem, że poszło jej świetnie.
 Gdy była już prawie przy nas, przyśpieszyła trochę tempo, a później rzuciła mi się na szyję i oplotła mnie nogami w pasie. Zachwiałem się, a kolana lekko się pode mną ugięły, ale udało mi się odzyskać równowagę. Kiedyś w ogóle nie potrafiłem jej utrzymać w powietrzu, ale biorąc pod uwagę jak często lubiła się na mnie uwieszać, w końcu się do tego przyzwyczaiłem i zyskałem choć trochę więcej siły w rękach tak, że dzięki temu teraz nie poleciałem z nią na ziemię.
 Złapałem dłońmi za dół jej ud, podtrzymując ją, a ona pocałowała mnie mocno, nie zwracając uwagi na to, że wszyscy nasi przyjaciele stali wokół nas. Nie zamierzałem przepuścić okazji i odpowiedziałem jej na to tym samym. I tak wszyscy ludzie w szkole wiedzieli już od dawna, że jesteśmy razem, a w końcu nawet przestali przyglądać się nam na każdym kroku.
 - Ugh, przestańcie, zaraz zwymiotuję - jęknął Ashton z niezadowoleniem.
 Ivy zaśmiała się cicho i stanęła na ziemi, spoglądając w jego stronę, ale ciągle obejmując ramionami moją szyję.
 - Wybacz, Ash, po prostu się cieszę, że ukończyłam szkołę. Wreszcie.
 Po tym popatrzyła z powrotem na mnie i musnęła szybko moje usta, uśmiechając się wesoło.
 - Jesteś gorsza od Lashtona - powiedziałem, na co Luke i Ashton posłali nam zdezorientowane spojrzenia.
 - Bo zawsze zachowujecie się tak słoooodko - wytłumaczyła im Ivy, ale dalej się ode mnie nie odsunęła.
 - Jak twoje wyniki? - spytał ją Calum z zainteresowaniem, a gdy Ivy wyciągnęła do niego kartkę, szybko ją od niej zabrał.
 - Taa, ok, poszło mi najgorzej - mruknął z niezadowoleniem, gdy już przeczytał wszystko, co było tam napisane.
 - Calum, napisałeś dobrze - powtórzyła chyba setny raz Alex, na co on wreszcie pokiwał głową z uśmiechem.
 - Mikey, a jak tobie poszło? - spytała Ivy.
 Calum wyciągnął w jej stronę kartkę z moimi wynikami, którą ciągle trzymał, odkąd wcześniej mi ją zabrał. Ivy odsunęła się lekko ode mnie i wzięła ją od niego, szybko przesuwając wzrokiem po tekście. Otworzyła szeroko usta ze zdziwienia i spojrzała na mnie z zaskoczeniem.
 - Napisałeś o wiele lepiej ode mnie.
 Wzruszyłem ramionami,  a ona z powrotem spojrzała na kartkę, jakby chciała się upewnić, że dobrze widziała.
 - Ta, chyba każdy z nas myślał, że Michael jest dość głupi - mruknął Calum.
 - Nie myślałam, że jest głupi! - zawołała szybko Ivy, ale po tonie jej głosu można było poznać, że nie spodziewała się, że pójdzie mi, aż tak dobrze. - Po prostu on obijał się cały czas, a ja się uczyłam... trochę.
 Prychnąłem śmiechem pod nosem, bo wiedziałem, jak wyglądała ta jej nauka. Rozkładała przed sobą wszystkie książki i w najlepszym wypadku kończyło się na tym, że przeczytała dwie strony. Jak dla mnie było to zupełnie bez sensu, więc nawet nie udawałem, że się uczę i obijałem się jak zwykle. 
 - Ok, jeśli już skończyliście porównywać się nawzajem, to może pójdziemy na piwo albo coś w tym stylu - zaproponował Ashton i gdy spojrzałem w jego stronę, nawet mnie nie zdziwiło, że obejmował Luke'a i trzymał głowę na jego ramieniu. - Żeby poświętować wasze zakończenie liceum.
 - Ok, może być - odpowiedział Luke.
 Calum też od razu chętnie się zgodził, Alex powiedziała, że to dobry pomysł i widziałem, że Ivy już chciała się z nimi zgodzić, dlatego szybko rzuciłem:
 - Nie, my nie idziemy.
 - Co? - spytała Ivy, marszcząc zabawnie nos. - Mogę nawet zapłacić ci za piwo.
 Luke i Calum zaśmiali się na to, wiedząc, że darmowy alkohol był idealnym sposobem, żeby przekupić mnie do pójścia gdzieś. Ale nie miałem ochoty spędzać czasu z nimi wszystkimi, wolałem pójść do mojego domu i posiedzieć z Ivy w pokoju. Mimo tego, że robiliśmy to prawie zawsze.
 Będziemy mieli jeszcze całe wakacje, żeby spotkać się z resztą i byłem pewien, że będę miał ich w końcu po dziurki w nosie. Zresztą już miałem. Dla mnie najlepszym sposobem na świętowanie ukończenia liceum było jeśli spędzę cały dzień tylko z Ivy.
 - Nie, chodźmy do mnie - mruknąłem, obejmując ją ręką w pasie.
 - Znowu będą się pieprzyć - powiedział cicho Calum do Alex, ale wszyscy to usłyszeliśmy. - Przysięgam, to jedyne, co robią.
 - Spierdalaj, Hood - syknąłem, obdarowując go morderczym spojrzeniem. - Już nie pozwolę zabrać ci Smasha.
 - Tak właściwie to mój pies - wtrąciła Ivy z rozbawieniem.
 - Nieważne - odpowiedziałem i przewróciłem oczami. - Widzę moją mamę, musimy iść, nara.
 Machnąłem ręką na odczepne w ich stronę i pociągnąłem Ivy za sobą, a ona zapewniła ich, że jutro się z nimi zobaczymy. Nie byłbym tego taki pewien, czy komukolwiek uda się wyciągnąć mnie z pokoju...
 Tak naprawdę nie zauważyłem nigdzie samochodu mojej mamy, ale musiała już tutaj być, biorąc pod uwagę, że przez jakiś czas staliśmy i rozmawialiśmy między sobą, a połowa parkingu zdążyła już opustoszeć. Rozglądałem się dookoła, prowadząc Ivy za sobą, choć nie byłem pewien, gdzie dokładnie idę.
 Zauważyłem Debbie z jej rodzicami, a spory kawałek dalej Norę, za to po całkiem przeciwnej stronie stał Nick. Cała ich ekipa rozleciała się niedługo po balu maturalnym, Ivy była przekonana, że to z powodu tego, co do nich wtedy powiedziała. Żadne z nich nie odezwało się do nas już ani razu od tamtego czasu, ale większość ich paczki została ukarana przez dyrekcję za tamten incydent i podobno to Matt na nich doniósł. Ivy myślała, że było mu głupio z powodu tego, co wtedy zrobił, ale nie znaczyło to, że zamierzała zamienić z nim chociaż słowo.
 - Jest twoja mama! - zawołała Ivy wesoło i puściła mnie, gdy szybko ruszyła we wskazanym kierunku.
 Rzeczywiście, stało tam nasze stare, pogruchotane auto, które jeszcze jakimś cudem potrafiło przejechać krótkie odcinki. Mama stała obok niego, przyglądając się wszystkim ludziom zebranym tutaj z zaciekawieniem, musiało się jej znudzić siedzenie w środku i czekanie na nas.
 Gdy tylko nas zauważyła (a bardziej Ivy, bo była o wiele bliżej), rozłożyła szeroko ręce i po chwili już przytulała Ivy. Musiałem się powstrzymać, by nie uśmiechnąć się szeroko na ten widok. Może rodzice Ivy wciąż mnie nie znosili, za to czasami wydawało mi się, że moja mama lubiła moją dziewczynę bardziej ode mnie. I choć często zachowywałem się, jakby mi to przeszkadzało, tak naprawdę nie miałem w ogóle nic przeciwko temu.
 - No pokażcie, jak wam poszło - powiedziała z uśmiechem, a my podaliśmy jej nasze wyniki.
 Ivy wysunęła do przodu dolną wargę, robiąc smutną minę, bo wiedziała, że moje były wyższe, ale szeroki uśmiech szybko z powrotem pojawił się na jej twarzy po słowach mojej mamy.
 - Jestem z was naprawdę dumna, nie pomyślałam, że aż tak dobrze wam pójdzie.
 Po tym uściskała Ivy jeszcze raz, a ona wyglądała, jakby to był najlepszy dzień w jej życiu. Później mama objęła mnie ramieniem i pocałowała w policzek, na co zrobiłem niezadowoloną minę.
 - Taa, jesteśmy geniuszami, a teraz już jedźmy - mruknąłem, otwierając drzwi samochodu.
 Mogłem usiąść z przodu, ale zamiast tego wolałem zająć miejsce z tyłu tak, żeby móc siedzieć tam z Ivy. Minęło jeszcze kilkanaście sekund, zanim one też weszły do środka i Ivy od razu przysunęła się jak najbliżej mnie, uśmiechając się w moją stronę.
 - Nie mogę uwierzyć, że to naprawdę koniec liceum - powiedziała cicho.
 - Nie mogę uwierzyć, że Calum zdał - zażartowałem.
 Ivy zaśmiała się krótko i spojrzała przez okno na parking, z którego właśnie wyjeżdżaliśmy. Popatrzyłem w tę samą stronę, wiedząc, że prawdopodobnie ostatni raz jestem właśnie w tym miejscu. I naprawdę cieszyłem się z tego powodu.

*

 Oczywiście, że mimo tego, że Smash należy do Ivy, to mi najczęściej przypadała ta wątpliwa przyjemność wyprowadzania go na dwór. Mogłem się spodziewać, że tak właśnie będzie, gdy zgodziłem się, żeby tu został. Szczerze mówiąc, byłem już teraz do tego dość przyzwyczajony i mama nawet nie musiała przypominać mi, żebym to zrobił.
 Odpiąłem jego smycz, a on od razu poszedł do kuchni, gdzie rozstawione były jego miski. Ruszyłem w stronę mojego pokoju, a po otworzeniu jego drzwi, uniosłem brwi ze zdziwieniem, widząc Ivy stojącą przed lustrem. W samej bieliźnie. Zamknąłem szybko za sobą drzwi i przygryzłem wargę, przesuwając wzrokiem po całej jej sylwetce.
 Ivy odwróciła się w moją stronę i zaśmiała się cicho, zauważając moją minę.
 - Co robisz? - spytałem, siadając na łóżku.
 - Sprawdzam, czy już widać - powiedziała i położyła rękę na swoim brzuchu.
 Wytrzeszczyłem na nią oczy i zakrztusiłem się śliną, po czym zacząłem szaleńczo kaszleć, a ona zaśmiała się głośno. Podniosła z podłogi moją starą, trochę już za małą na mnie koszulkę i założyła ją na siebie, a jej materiał ledwo co zakrył jej tyłek. Zauważając, że dalej nie mogłem się uspokoić, powiedziała:
 - Żartowałam, Mikey, chyba w to nie uwierzyłeś...
 Niestety przez chwilę naprawdę w to uwierzyłem i było to najstraszniejszym momentem, jaki mogłem sobie wyobrazić.
 - To nie było zabawne - mruknąłem i pociągnąłem w dół materiał przy mojej szyi.
 - Trochę było - odpowiedziała, wzruszając ramionami.
 Posłałem jej groźne spojrzenie, a ona uśmiechnęła się niewinnie, podchodząc w moją stronę i usiadła mi na kolanach. Zamiast się na nią gniewać albo udawać, że tak było, zrezygnowałem z tego i objąłem ją ramionami w pasie.
 Ona oparła dłoń na moim policzku i pocałowała mnie delikatnie, a ja od razu pogłębiłem pocałunek. Zacisnąłem mocniej ręce wokół niej, przechylając głowę w bok i przygryzłem jej wargę. Ivy mruknęła cicho i musnęła ostatni raz moje usta, po czym odsunęła się lekko.
 - Co chcesz robić przez wakacje? - spytała, a ja zmarszczyłem brwi ze zdziwieniem, bo serio właśnie o tym teraz myślała... - Ashton mówił, że chciałby polecieć w jakieś ciepłe miejsce i myślałam o tym, żeby zabrać się z nimi.
 - Chcę siedzieć całe wakacje tutaj - odpowiedziałem, wsuwając dłoń pod jej (moją) koszulkę i przesuwając nią po jej plecach.
 - Mikey, mówię poważnie. Nie możesz spędzić całych wakacji w swoim pokoju - powiedziała, kręcąc lekko głową.
 - Oczywiście, że mogę - mruknąłem i położyłem się na materacu.
 Moje stopy dalej opierały się o podłogę, a Ivy siedziała na moich nogach i nie wyglądało, jakby miała zamiar się stamtąd ruszyć. Podłożyłem rękę pod głowę, drugą ciągle przesuwając po jej gładkiej skórze i skupiłem wzrok na jej odkrytych nogach. Nie wiem, jak to się jej udało przy takiej pogodzie, ale opaliła się trochę i teraz byłem przy niej jeszcze bledszy niż normalnie.
 - Może Calum i Alex też chcieliby pojechać, moglibyśmy zrobić wyjazd całą ekipą, bo później nie wiadomo kiedy ich znowu zobaczymy...
 Wiedziałem, że w ten sposób chciała wywołać u mnie wyrzuty sumienia, ale nie działało to na mnie ani trochę. Zresztą byłem pewien, że będziemy widzieć ich aż za często.
 - Po pierwsze na pewno będziesz chciała wracać tu ciągle, żeby spotkać się z Ashtonem, po drugie Calum będzie truł mi dupę albo, żebym tu przyjechał albo przyjedzie do nas, więc nie martwiłbym się akurat o to.
 Ivy niechętnie przyznała mi rację i położyła się obok mnie, tak blisko, że gdy odwróciłem głowę w bok, nasze nosy się stykały. Nie mogłem uwierzyć, że byliśmy ze sobą już prawie pół roku. Nigdy wcześniej nie byłem w tak długim związku, no właściwie tamtego nawet nie można było do końca nazwać związkiem. I o dziwo wcale nie miałem dość Ivy (choć normalnie właśnie tak miałem, jeśli spędzałem z kimś zbyt dużo czasu), teraz czułem się dziwnie, jeśli nie widziałem jej przez cały dzień.
 Kiedyś tak bardzo jej nie znosiłem, a teraz spędzałem z nią jak najwięcej czasu się dało. Nawet jeśli nie robiliśmy czegoś razem i nie rozmawialiśmy w danym momencie, siedzieliśmy w jednym pokoju i z jakiegoś powodu grało mi się o wiele lepiej, gdy miałem świadomość, że Ivy jest kilka kroków ode mnie. Choć często potrafiła mnie denerwować i czasem trochę się sprzeczaliśmy, nie wyobrażałem już sobie mojego życia bez jej obecności w nim.
 - Powinniśmy zacząć szukać mieszkania - powiedziała, kompletnie zmieniając temat.
 Minął dopiero tydzień od skończenia przez nas szkoły, więc jak dla mnie mieliśmy jeszcze na to dużo czasu. Ivy jednak co chwilę mi o tym przypominała, bo chciała znaleźć coś dobrego, a wiadome było, że im szybciej się za to zabierzemy, tym łatwiej będzie to zrobić.
 Na początku Ivy chciała zabrać z nami Smasha, w końcu to jej pies, ale po dłuższym zastanowieniu, stwierdziła, że lepiej jeśli tutaj zostanie. Wiedziałem, że robiła to ze względu na moją mamę, która przeżywała, że będę tak daleko od niej, a ona zostanie tu sama. Gdy usłyszała, że zostawimy jej Smasha, jej humor zdecydowanie się poprawił.
 - Mhm, później - mruknąłem leniwie.
 - Myślisz, że bardzo będziemy mieli siebie dosyć po miesiącu mieszkania ze sobą? - spytała i wsunęła nogę między moje, a palcem zaczęła sunąć po nadruku na mojej koszulce.
 - Prawdopodobnie bardzo - odpowiedziałem, po czym dodałem: - Właściwie ty nigdy nie miałabyś mnie dosyć.
 Ivy prychnęła pod nosem, a jej oczy wręcz zabłyszczały radośnie, gdy na mnie spojrzała.
 - Już mam cię dosyć - powiedziała zadziornie.
 - Ja mam cię dosyć bardziej - rzuciłem, na co ona zaśmiała się cicho.
 Objąłem ją ręką w pasie i przyciągnąłem bliżej mnie tak, że jej ciało przyciśnięte teraz było do mojego.
 - Nieprawda, za bardzo mnie koooooochasz - mruknęła z wielkim uśmiechem.
 Przyglądałem się przez chwilę jej zadowolonej minie i w końcu unosząc brwi, spytałem:
 - Jesteś pewna?
 Ivy zrobiła oburzoną minę i uderzyła mnie w ramię, a ja zaśmiałem się cicho. Odepchnęła mnie lekko od siebie, więc w końcu zabrałem moją rękę, a wtedy odsunęła się jeszcze bardziej.
 - W porządku, skoro tak - powiedziała i przeciągnęła się, a koszulka podsunęła się jej do góry.
 Wiedziałem, że robiła to specjalnie. Przysunąłem się do niej z powrotem i oparłem się przedramionami po obu stronach jej głowy, a ona przygryzła wargę, starając się nie uśmiechnąć.
 Minął miesiąc odkąd pierwszy raz powiedzieliśmy sobie, że się kochamy i przez cały ten czas Ivy powtarzała mi to, jak tylko często mogła. A mi powoli też coraz łatwiej przychodziło wymawianie tego na głos.
 - Masz rację - powiedziałem cicho. - Za bardzo cię kocham.
 Ivy uśmiechnęła się szeroko i splotła dłonie za moim karkiem, po czym przyciągnęła mnie blisko siebie.
 - Kocham cię, Mikey - wyszeptała przy moich ustach.
 Byłem pewien, że nigdy nie znudzi mi się słyszenie tych słów. Uśmiechnąłem się nieznacznie, po czym zamknąłem oczy i pocałowałem ją lekko. Zostaliśmy w tym miejscu już do końca wieczora, całując się, rozmawiając i śmiejąc z wszystkiego, co przyszło nam na myśl.
 W tym momencie byłem naprawdę wdzięczny, że tamtego dnia w grudniu gdy rozmawialiśmy pierwszy raz, postanowiła poznać mnie bliżej. I nie zrezygnowała ze mnie, mimo tego, jak ciągle ją od siebie odpychałem.
 Ivy była upierdliwa, nie dawała za wygraną i lubiła stawiać na swoim. Jeśli czegoś chciała, to starała się o to, aż jej się udało, nawet jeśli chodziło o znajomość z kimś tak upartym jak ja. Potrafiła zmienić cały mój pogląd co do swojej osoby i kiedyś nigdy nie pomyślałbym, że to powiem, ale...
 Zakochałem się w najpopularniejszej dziewczynie ze szkoły.

*

chlip chlip, to już praktycznie koniec
dziwnie będzie mi to skończyć, to cały rok mojego życia...
epilog dodam w niedzielę!

właściwie nie miałam dokładnie zaplanowanego tego rozdziału i nie byłam pewna, jak to zakończyć, ale mam nadzieję, że wyszło dobrze

jakbyście pisały coś o tym opowiadaniu na tt, to dodajcie #pawff, żebym mogła to zobaczyć ;)

10 komentarzy:

  1. Zakochał się.... ^^ ^^ ^^ ^^ ^^ ^^ W końcu to zdanie podsumowujące po prostu wypełniło mnie tęczą :3 uhh jak ja przeżyje bez tego opowiadania..... czekałam na nie zawsze błagam pisz potem cos jeszcze prosze prosze proszeeeee ;-; Wyszło świetnie jak zwykle ;) ~ K

    OdpowiedzUsuń
  2. "Zdałem - odpowiedziałem, wzruszając ramionami." to jestem ja po maturach
    haha, dlaczego tak bardzo kocham fakt, że Ashton nie przepada za Michaelem? XD
    jdahdhggjas CALEX <3 słodziaczki :* Calum bejbi, będę za tobą tęsknić w chuuuuu, nawet nie chce myśleć o tym, że zabraknie cię w moim życiu i nie będę miała się z czego śmiać :c
    brawo Michael, ja od początku w ciebie wierzyłam. my - leniwi ludzie, jak przychodzi co do czego, to dajemy radę
    "Wyjechać z tego toksycznego miasta pełnego fałszywych ludzi." okej... Michael zachowujesz się jak ja. czy czasem nie jesteśmy tą samą osobą? (oby, bo wtedy będę mogła umawiać się z Ivy :*)
    wiadomo, Lukey mądrala. daddy Ashton już go dobrze przypilnował (piszę to i prawie płacze)
    awwwww, MIVY <3 moje robaczki *łezka* NIE ZOSTAWIAJCIE MNIE NIGDY PLZZZ NIE WYTRZYMAM :(
    "Ugh, przestańcie, zaraz zwymiotuję" zgadzam się Ash, też nie lubię takich rzeczy, ale przyznaj, że Mivy to życie. no powiedz, wiem że też tak uważasz :> to było cute
    taaaaak, Lashton zawsze jest słoooodki (łezka, bo nie chce się z nimi żegnać)
    BUHAHAH CALUM <3
    "Ashton ...obejmował Luke'a i trzymał głowę na jego ramieniu" JHAKJGDAGDAYFDUEYG STOP LASHTON STOP TO I TAK JUŻ JEST DLA MNIE WYSTARCZAJĄCO TRUDNE

    HA HA HA i dobrze że ich ekipa się rozwaliła, czuje się super z tą myślą
    ok... popłakałam się w momencie kiedy Ivy zaczęła przytulać się z mamą Michaela. serio to jest najlepsza rzecz na świecie NIE MOGĘ
    "Po tym uściskała Ivy jeszcze raz, a ona wyglądała, jakby to był najlepszy dzień w jej życiu." JAPRDSKAKJH *zgon* Ivy umieram przez ciebie, jesteś taka urocza
    OMGOMGOMG SAMA DAŁAM SIĘ NA TO NABRAĆ CO ZA EMOCJE KURWA MAĆ (przez chwile się nawet cieszyłam XD)
    tak, siedźcie w domu i się obściskujcie, to jest super plan na wakacje
    MIVY MA PÓŁ ROKU ;c fuck i jeszcze chcą razem zamieszkać... czuje się jak dumna matka
    hahahha, mama Michaela i Smash to jest BROTP XD
    jdhagdafdgafdag MY FEELS JA TEŻ WAS KOCHAM O MÓJ BARDZO <3 SERCE MI PĘKA Z PRZECIĄŻENIA ZA KAŻDYM RAZEM KIEDY MICHAEL TO MÓWI (ok, teraz jest dopiero drugi raz, ale wiesz ocb)
    końcówka >>>>>>>>>>>>>>>>

    kocham paw, a ten rozdział odebrałam jakoś bardzo emocjonalnie. idk, nie wyobrażam sobie życia bez tego ff

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż się wzruszyłam c':
    Jakie niebo *-* kocham to ff.
    Mam pytanie, planujesz coś po nim? Czy nie bardzo? :)
    Pozdrawiam serdecznie
    Caroline xx

    OdpowiedzUsuń
  4. o jej, cudowny rozdział, nawet mi się trochę płakało
    @kidrawhxo

    OdpowiedzUsuń
  5. To cały rok i naszego życia. Nie chcę epilogu. Proszę, napisz coś pięknego i zakończ tą cudowną historię naprawdę dobrze. Boję się, że rodzice Ivy skomplikują im plany na wspólną przyszłość. Nawet nie pojawili się na jej zakończeniu...

    OdpowiedzUsuń
  6. AWWWWWWW CAŁY MIVY ROZDZIAŁ O JENY WIESZ JAK ODERWAĆ MOJE MYŚLI OD UBOLEWANIA NAD TYM ŻE TO KONIEC:(
    ojacie jak Michael mówi że kocha Ivy to mi się chcę płakać (kogo ja chce oszukać? poplakałam się)
    mój przyszły związek (idk czy jakiś wgl będzie, bynajmniej mam nadzieję że tak) będzie wyglądał dokładnie tak jak Calex ale to ja będę w nim Calumem :') srsly jak czytam o Calumie to widzę siebie
    BŁAGAM ŻEBY W EPILOGU BYŁY MIVY BABIES PLSPLSPLSPLSPLSPLSSSSSSSSSSSS

    OdpowiedzUsuń
  7. Nadrobiłam!
    Ale nie mogę uwierzyć że to już koniec :c
    *zakochałem się w najpopularniejszej dziewczynie ze szkoły* a ja zakochałam się w tym opowiadaniu <3
    #TeamMivy4ever

    OdpowiedzUsuń